Krzyżacy A.D. 2010
(25 Lipca 2010)
15 lipca mija dokładnie 600 lat od momentu, kiedy to na polach Grunwaldu król Władysław Jagiełło z aliantami pobił w boju Krzyżaków z Malborka. Niby minęło 600 lat, ale obyczaje niespecjalnie się zmieniły. Widok krzyża na płaszczach rycerzy Zakonu podrywał wtedy Polaków do walki tak samo, jak i dzisiaj widok postawionego 10 kwietnia 2010 roku na Krakowskim Przedmieściu krzyża nie daje ludziom spać.
Ale powolutku: zaczniemy jednak od tego, że – jak wiadomo – książę Konrad Mazowiecki tłukąc się z Prusami o ziemię, kasę i kobiety (zawsze to samo) na początku XIII wieku stwierdził, że sam nie da rady Prusaków wybić albo że zajmie to czas dłuższy niż ten, którym Konrad dysponuje. I zwrócił się z prośbą o pomoc do Krzyżaków, którzy niebawem odpowiedzieli, że owszem, a jakże – pomogą. Po chrześcijańsku i w zasadzie w czynie społecznym. Żeby tylko dać im trochę ziemi, bo resztę sobie wygenerują.
Krzyżak rozpędzony Jak wspominają historycy (być może naginając tu rzeczywistość, bo przecież zdjęcia się nie zachowały), pierwszy kontyngent krzyżackich sił pokojowych liczył sobie... dwóch rycerzy, którzy po drodze zresztą zwykli sypiać na drzewie obawiając się miejscowego dzikiego zwierza. Oznacza to, że czasy się mimo wszystko mocno zmieniły przez te lata, bo baza hotelowa w Polsce jednak nieco się rozrosła. A i dostępny obecnie dziki zwierz występujący w polskim interiorze to jest prędzej tubylec ze sztachetą niźli wataha wilków. Nie mniej zresztą groźny, a jak wściekły, bo „sklep zamkli”, to może i groźniejszy.
No i siedział Krzyżak na polskiej ziemi i uczciwie trzeba przyznać, że z zadania się dość sumiennie wywiązał. Najpierw się pobudował na ziemi ofiarowanej. Potem ściągnął posiłki. A potem Prusów prośbą, napomnieniem, modlitwą, perswazją i innymi technikami interpersonalnymi przekonał do natychmiastowego wymarcia. Nieco jednak Krzyżak rozpędził się w tym dziele, bo a to zajął Pomorze Gdańskie, a to Kujawy i Ziemię Dobrzyńską, aż w końcu rzucił pasterskim okiem na pobliską Żmudź i Litwę.
Niestety (dla Krzyżaka) na polskim tronie zasiadł Władysław Jagiełło, gość pochodzący właśnie z Litwy, który uznał, że dość tego dobrego. No i 600 lat temu na polach Grunwaldu tzw. zachodnie rycerstwo pod dowództwem Wielkiego Mistrza Zakonu prało się na śmierć i życie z naszymi (nasi to Nasi plus Litwini, Rusini, Tatarzy, Mołdawianie i Serbowie nawet). Wygraliśmy wtedy mniej więcej 5-0, ale od tamtego czasu już raczej niespecjalnie udało się kiedykolwiek Niemca pobić – czy to na udeptanej ziemi, czy choćby na piłkarskim boisku.
Grunwald mamy zatem załatwiony i 15 lipca możemy sobie z całym spokojem przypomnieć, żeśmy sroce w krzakach spod ogona nie wypadli i że nasi pradziadowie potrafili bronić swojej ziemi, swoich rodzin, swojego miejsca i obyczajów, choćby nawet trzeba było zginąć w tym zbożnym celu.
Estetyka krzyża W dniu Katastrofy Smoleńskiej (10 kwietnia 2010) przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu postawiono prosty, drewniany krzyż. Setki tysięcy ludzi przychodziły przez wiele dni, by w tym właśnie miejscu zapalić znicz upamiętniający śmierć 96 Polaków, którzy zginęli podczas tej katastrofy. Przychodzą do dzisiaj, bo znicze wciąż płoną. I raptem dowiadujemy się, że krzyż być może nie stoi na swoim miejscu, że trzeba go przenieść, że mąci widok z okien Pałacu Prezydenckiego, że Warszawa europejska ma być, a nie krzyżami wciąż swoje ulice znaczyć. Takie i inne słuchy mnie dochodzą. I że walką polityczną jest to, że ludzie w odruchu serca i chęci upamiętnienia krzyż postawili – jak ten na Kasprowym na przykład, albo jak setki tych, które mijamy w Polsce na rozstajach dróg. Albo te w Gdańsku przy stoczni. Albo te na placu Mickiewicza w Poznaniu.
Ja nawet jestem skłonny przyjąć do wiadomości opinię warszawskich architektów-estetów, którzy nie widzą szpetoty Pałacu Kultury im. Józefa Stalina, a dostrzegają poprzez ten krzyż zakłócenie porządku estetycznego na trakcie Krakowskiego Przedmieścia. Ba, nawet wysłucham chętnie argumentu, że nadchodzący wielki marsz gejów i lesbijek, który odbyć się ma w Warszawie (chroniony przez policję za publiczne pieniądze), jest wyrazem otwarcia i tolerancji. Dlaczego jednak tolerancja ma obejmować tylko mniejszości seksualne, a objąć nie może symboliki większości wyznaniowej?
Na koniec: cała Polska dyskutuje obecnie, co z tym krzyżem przed Pałacem Prezydenckim zrobić. Nie przypominam sobie jednak, by podobna dyskusja miała miejsce w związku z budową meczetu w Warszawie. Wtedy, bez społecznych konsultacji, decyzją urzędnika warszawskiego magistratu zgodę wydano i już. Dziś trwa „społeczna dyskusja” nad krzyżem, a nie było jej nad półksiężycem. I to wszystko w kraju, gdzie każdy wstydzący się dzisiaj krzyża krzyżem na tym świecie był przywitany i w ten sam sposób będzie żegnany. Chce tego czy nie chce. Tak to widzę.
Autor: Jacek Rujna
|
|