My się tylko kochamy
(5 Lipca 2010)
Wracamy do sprawy Polki i jej hinduskiego narzeczonego zatrzymanych w trakcie ceremonii ślubnej w Oxfordzie na początku czerwca. W rozmowie z „Gońcem Polskim” Kamila Snarska opowiada o swojej miłości do Amrika i o bólu wywołanym przez interwencję funkcjonariuszy z UK Border Agency.
O Kamili i Amriku zrobiło się głośno, kiedy urzędnicy Home Office oskarżyli ich o próbę zawarcia fikcyjnego małżeństwa. Całą sprawę komentowała szeroko brytyjska prasa. W tekście zatytułowanym „Panna młoda na celowniku” pisał o niej również „Goniec Polski”. Teraz zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie zapytać samą Kamilę, o to jak było naprawdę i jaki faktycznie charakter ma jej związek.
Polka z bindi na czole – Tylko nic o mojej rodzinie proszę. O rodzinie nie chcę w ogóle wspominać. W Polsce nikogo nie mam i nie chcę na ten temat rozmawiać – pada już na samym początku naszego spotkania. – Rozumiem, że z rodziną zbyt dobre stosunki pani nie łączą? – pytam. – Ja nie mam w ogóle rodziny i nie chcę o tym rozmawiać. Dla mnie rodziną jest w tym momencie Ricky i jego bliscy – Kamila stanowczo ucina temat. Dalsza cześć rozmowy dotyczy już tylko wydarzeń sprzed kilku tygodni.
Kamila Snarska ma 19 lat. Siedzi przede mną ubrana w kolorową hinduską suknię. Na jej nadgarstkach brzęczą sięgające prawie po łokcie naręcza bransolet, a między brwiami widoczna jest mała ozdoba, nazywana przez Hindusów „bindi”.
Jak sama przyznaje, kiedy mieszkała jeszcze w Polsce, o kulturze hinduskiej wiedziała niewiele. – Trochę się tym interesowałam, ale nigdy nie myślałam, że będę z kimś, kto pochodzi z Indii – tłumaczy. A jednak jest. Wybranek jej serca ma trzydzieści lat. Naprawdę nazywa się Amrik Singh Dahnju, a Ricky to pseudonim, który wymyśliła Kamila. Dziesięć lat temu opuścił swoją rodzinną wieś w Pendżabie i postanowił poszukać szczęścia w Wielkiej Brytanii.
Z Kamilą poznali się około roku temu w pubie. – Ja byłam z koleżanką, on był z kolegą. Tak jakoś zagadaliśmy do siebie. Wymieniliśmy się numerami telefonów i później co jakiś czas spotykaliśmy się. To trwało może miesiąc, może dwa i w końcu zamieszkaliśmy razem. Ale ja wiedziałam od początku, że to jest ten jedyny – opowiada dziewczyna.
Schabowe, ale pikantne Porozumiewają się ze sobą po trochu w każdym z trzech języków. – Nie ma żadnych problemów, żebyśmy się dogadali. Ja mówię trochę w punjabi, on coś tam po polsku, trochę pomagamy sobie angielskim – tłumaczy.
Jak twierdzi, Amrik zdobył jej serce swoją opiekuńczością. Kiedy pewnego dnia Kamilę rozbolały zęby, udało mu się ją nakłonić na wizytę u dentysty dopiero po tym, jak obiecał, że dostanie od niego dwa króliki. – Przez tydzień jeździliśmy po sklepach i kupił mi dokładnie takie, jakie chciałam – dodaje.
Jak przyznaje Polka, wybranek jej serca nie wierzy w nowoczesny feminizm. – Jeżeli mi powie, że coś mu się nie podoba, to ja tego nie zrobię. Szanuję, że mój przyszły mąż nie lubi, gdy noszę duży dekolt. Ja też myślę, że to nie jest dobre. Przecież to, co ma kobieta, powinna zachować tylko dla jedynego – tłumaczy. Zaraz jednak dodaje, że nigdy jej niczego nie odmówił.
– Czasami kiedy czegoś nie chciałam, ale on wiedział, że mi się to podoba i mi to po prostu kupował. Razem gotujemy. On lubi schabowe. Je polskie dania. Co prawda oni tam wolą takie trochę pikantne, ale nigdy mi nie powiedział, że jest niedobre. Ja z kolei nauczyłam się robić indyjskie jedzenie. Na przykład roti, czyli taki hinduski płaski chleb – opowiada. Zresztą Kamila nie tylko ubiera się i gotuje po hindusku.
– Proszę zobaczyć, to jest ich bóg – mówi i wyciąga przed siebie sporych rozmiarów wisiorek z orientalnym wzorem. – Ricky i ja sądzimy tak samo, że jest jeden bóg. Nieważne, czy to jest ten kształt, czy to jest kształt krzyża. Mój chłopak ma taki sam wisiorek jak ja.
Wesele niespodzianka – Rozmawialiśmy wiele razy o ślubie i ja nie chciałam czekać. Chciałam jak najszybciej go wziąć, żeby nikt nas nie mógł rozłączyć – opowiada Polka. Jak się jednak okazuje, sprawa ślubu nie była taka łatwa. Ponieważ Amrik nie jest obywatelem Unii Europejskiej, musieli najpierw postarać się o niezbędne pozwolenia z Home Office. W sumie podjęcie decyzji zajęło urzędnikom prawie osiem miesięcy.
– Wszystko przez cały czas się przedłużało. Człowiek kładł się z tą myślą spać i wstawał z nadzieją, że może to już dziś, że wreszcie ten papier przyjdzie. Przez cały czas jeździliśmy dowiadywać się o to, jak się sprawy mają i za każdym razem dowiadywaliśmy się, że jeszcze nic nie jest załatwione – opowiada.
Dwa miesiące przed ślubem Kamila poroniła. – To wszystko przez ten stres. Ja przez ten czas praktyczne nie mogłam spać – opowiada. Kiedy w końcu brytyjskie władze nabrały pewności, że ich miłość nie jest farsą, Kamila nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Z podzieleniem się obowiązkami nie mieli żadnych problemów. Przyszła panna młoda zajęła się wyborem sukni ślubnej, a Amrik... wziął na siebie całą resztę.
– Ricky dobrze wie, że ja uwielbiam być mile zaskoczona i wesele miało być dla mnie taką niespodzianką. Oczywiście wszystko razem zapisywaliśmy, co będziemy jeść i jak, ale od strony organizacyjnej zajmował się tym mój chłopak – opowiada.
Koszmar w urzędzie – Tego dnia byłam naprawdę bardzo szczęśliwa. Przez całą drogę poganiałam Ewę, żeby docisnęła gazu, bo się bałam, że się spóźnimy. Jak go zobaczyłam, to po prostu nie wierzyłam. Myślałam, że to jest sen, że ktoś pstryknie palcami, ja się obudzę i że go już nie będzie – wspomina.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak blisko jest prawdy. Kiedy w Urzędzie Stanu Cywilnego wszyscy razem czekali już na rozpoczęcie ceremonii i robili sobie pamiątkowe zdjęcia, w pomieszczeniu obok od dawna już czekali na nich funkcjonariusze UK Border Agency. W pewnym momencie do Amrika i Kamili podeszła pracownica urzędu stanu cywilnego i pod pozorem podpisania jakichś dodatkowych dokumentów poprosiła ich o przejście do pokoju obok. Inna kobieta coś jej szeptała na ucho.
– Ja już po minie tej kobiety wiedziałam, że jest coś nie tak – wspomina Kamila. – Jak zobaczyłam, że oni weszli i założyli mu kajdanki, to nogi się pode mną ugięły. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Zaczęłam płakać. Powiedziałam, że tak nie może być. W ciągu pięciu sekund całe moje życie legło w gruzach – mówi.
Niechciana sława Późniejsze sceny znają praktycznie wszyscy. Home Office opublikował zdjęcia, na których widać wyprowadzanego w kajdankach Amrika. Wśród nich były również fotografie opuszczającej oksfordzki urząd ubranej w suknię ślubną Kamili. Z tyłu wdać idącą w ślad za niedoszłą panną młodą jej druhnę. Obydwie Polki areszt opuściły jeszcze tej samej nocy. Pan młody za kratkami przebywa jednak do tej pory.
– Wnioskowaliśmy o warunkowe zwolnienie, jednak nasza prośba została odrzucona z powodu niedostatecznego materiału dowodowego – tłumaczy towarzysząca podczas rozmowy Saria Bashir z kancelarii adwokackiej BHB Law w Coventry. Prawniczka tłumaczy również, że głównym powodem, który przyczynił się do kłopotów Kamili i Amira był fakt, że Home Office miał w papierach lekki bałagan. – Urzędnicy nie zdołali na czas zaktualizować ich adresu. W dokumentach inny adres widniał jedynie przez kilka tygodni, jednak to wystarczyło, żeby zrujnować ich najpiękniejszy dzień w życiu – tłumaczy.
Samotna panna młoda – Proszę sobie wyobrazić, co ja teraz czuję, nie mając nikogo, mając tylko jego – mówi Kamila. Polka po wyjściu z aresztu zamieszkała w Londynie u siostry swojego chłopaka. – Bardzo jestem jej wdzięczna za to, że się mną zajęła – mówi. Przez ostatnie kilka tygodni życie Kamili płynie niezwykle monotonnym nurtem.
– Rano wstaję, kapię się i idę do świątyni. Kiedy wchodzę do środka, dotykam najpierw podłogi, a później serca. Potem się modlę i wrzucam funta czy dwa na ofiarę. Dokładnie tak jak u nas w kościele – opowiada.
Po powrocie do domu nie może znaleźć sobie miejsca. – Robię sobie herbatę, rozkładam jego zdjęcia i płaczę – mówi. Narzeczonego w więzieniu odwiedziła dwa razy. Codziennie piszą za to do siebie listy. Na jednym z nich Ricky namalował obrazek. Strasznie koślawy i nieporadny, ale da się na nim rozpoznać trzymającą się za ręce parę.
– Picasso z niego nie jest, ale nawet nasze króliki tu narysował – śmieje się Kamila i dodaje, że przecież nie są jedyną parą, która nie potrafi dobrze rozmawiać po angielsku, a jednak świetnie się rozumie. – Nie jest ważne, kto ma ile lat i z jakiego kraju pochodzi. Dla mnie to rzecz drugorzędna. Dla mnie jest ważne, że się ludzie cenią i szanują. My nic złego nie zrobiliśmy. My się tylko kochamy.
Autor: Jakub Ryszko
|
|